WYWIAD

Nasza siła tkwi w eksporcie

Wicepremier Roman Jagieliński

„Nie jesteśmy krajem samowystarczalnym. Bez powiązań handlowych i gospodarczych nie rozwiniemy się” – mówi Roman Jagieliński – Były Wicepremier i Minister Rolnictwa, założyciel Grupy Producentów Owoców Roja.

PolandWeek.com: Gdzie za granicą można znaleźć Państwa jabłka?

Roman Jagieliński: Na dalekim wschodzie – Singapur, Hong Kong czy Indie. Na zachodzie Kanada. Na południu Senegal, Gabon. Na północy z kolei to Norwegia. Z Bliższych miejsc w Europie to Czechy, Rumunia, Bułgaria.

Jak Grupa patrzy na Chiny? Ostatnio dużo mówi się o koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku.

Jesteśmy bardzo zainteresowani współpracą handlową z Chinami. Pociągi Jedwabnego Szlaku kończą swój bieg w Łodzi – czyli bardzo blisko nas. W ubiegłym roku Chińczycy przeprowadzili u nas audyt. Bardzo liczymy na ten kierunek eksportu. Pamiętajmy, że nie jesteśmy krajem samowystarczalnym. Bez powiązań handlowych i gospodarczych nie rozwiniemy się.

Czy przy takiej ilości produkcji eksport to konieczność czy lepszy zarobek?

Jest to zarówno konieczność jak i zarobek. Ale przede wszystkim konieczność, ponieważ nie ma możliwości sprzedać takiej ilości towarów na rynku krajowym. Najwięcej handlujemy z Europą, ale w tym roku na przykład dużą część przychodów w naszym bilansie eksportowym zapewnił Egipt. Ogólnie nasza sprzedaż jest dość rozproszona. Około 50% generują polskie sieci handlowe. Drugie 50% stanowi eksport.
Transporty na duże odległości tak jak do Kanady czy Hong Kongu nie mogą być wykonywane przez cały rok. Takie zlecenie możemy zacząć wykonywać w październiku ale w maju musimy je zakończyć. Dlaczego? Bo w miesiącach letnich zbieramy odmiany, które mogą nie wytrzymać aż miesiąca transportu kontenerowcem. A my nigdzie nie sprzedajemy towaru niższej jakości.

W sklepach są takie piękne wypucowane jabłka…

Są takie odmiany, których my nie jesteśmy w stanie wyprodukować ze względu na klimat.
Red Chief i jego Sporty są obecnie sadzone. Myślę że niebawem będziemy mogli rynek w nie zaopatrzyć.

A jak to jest z nowymi odmianami? Są mody na jabłka?

Są i musimy nadążać za rynkiem światowym. Obecnie globalną odmianą jest Gala – o mocnym prążkowanym zabarwieniu. Dostajemy o nią zapytania z Ameryki Północnej, Afryki, Azji i oczywiście z Europy. Wśród odmian poszukiwanych jest też polski Champion. Gdziekolwiek go nie sprzedajemy, jest bardzo pozytywnie oceniany.

Kiedy wprowadzono embargo na handel z Rosją, pojawiła się akcja zachęcająca do jedzenia jabłek. Czy miała ona wpływ na sytuację na rynku?

Uważam, że tak. Bo statystycznie w porównaniu z okresem sprzed embarga spożycie jabłek na osobę w Polsce wzrosło z 14 do 16 kg. Niestety generalnie w Europie następuje odwrót od jabłek.

Jak Pan widzi najbliższe kilka lat grupy? Jaki jest Państwa kierunek? Oczywiście pomijając fakt, że zdarzają się takie niespodziewane sytuacje jak embargo?

Przede wszystkim musimy się łączyć. Integrować na zasadzie porozumienia, wspólnego handlu. Na pewno będziemy mieli większe możliwości, kiedy wygospodarujemy dodatkowy kapitał. Ale to przyszłość, bo w tym momencie jesteśmy na etapie inwestycji. Kiedy je zamkniemy, zaczniemy kumulować środki, które będziemy mogli wykorzystać do dalszej integracji. Generalnie większe grupy producentów są sprawniej zarządzane, włączają w swoje szeregi mniejszych. To pomaga, bo potężniejsi zawsze mają większą siłę na rynku.

W 2015 roku otrzymał Pan Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za promowanie polskiego rolnictwa.

Nigdy nie zabiegałem o odznaczenia. Kilka rzeczy wyszło mi dobrze albo bardzo dobrze.
Na przykład przepowiedziałem charakter zmian w polskim rolnictwie. Teraz nie mamy gospodarstw małorolnych i wielkorolnych. Mamy rolnictwo towarowe lub socjalne. I to się sprawdziło.
Udało mi się odtworzyć tradycję kawalerii Rzeczpospolitej Polskiej. Przez 16 lat byłem prezesem Krajowej Rady Ludowych Zespołów Sportowych. Dwudziesty rok kieruję też Stowarzyszeniem Szwadron Jazdy RP. Poza tym jestem też dumny z imprez, które udało mi się reaktywować. To dożynki Prezydenckie w Spale i święto Hubertusa.

Czyli tradycja zajmuje ważne miejsce w Pana życiu.

Mamy nasze małe ojczyzny. Kiedyś nawet mówiłem, że w Polsce będzie tak jak w Hiszpanii. Tradycja lokalna i lokalne święta. W mojej gminie jest na przykład święto miodobrania. Mamy w herbie pszczołę i ogólnopolskie święto miodobrania w czerwcu. Tego kiedyś nie było.

Jesteście Państwo dużym pracodawcą. Gdzie pozyskujecie Państwo pracowników?

Firma rozwija się organicznie. Kształcimy naszych pracowników na każde stanowisko.
Teraz niestety zaczynamy doświadczać pokłosia programu 500+. Taki przykład – kobieta która u nas pracowała i była pozytywnie oceniana, zrezygnowała z pracy. Mając trójkę dzieci zdecydowała się teraz poświęcić im więcej czasu.

A co Pan myśli w kwestii podniesienia minimalnej stawki godzinowej za pracę do 12 zł?

W rzeczywistości płacimy nawet i więcej. Jednak pracownik tyle nie dostaje. Bo jeśli wliczyć w to świadczenia ZUS, urlop, zwolnienie lekarskie, wygląda to inaczej. Koszty pracy są bardzo wysokie. Załóżmy, jeżeli ktoś ma najniższą pensję 1850 zł, pracodawca odprowadza do ZUS aż 500 zł. Jest to koszt jaki płaci pracownik, bo to część pensji. My jako firma jeszcze dodatkowo odprowadzamy swoje płatności. Wygląda na to, że aby nasza gospodarka mogła się rozwijać będziemy musieli postawić na dopływ siły roboczej ze wschodu, na przykład z Ukrainy.

Czas wolny. Co Pan lubi?

Jestem z natury sportowcem. Lubię konie, jeżdżę konno. Byłem Prezesem Polskiego Związku Jeździeckiego i Przewodniczącym Rady Głównej Krajowego Zrzeszenia ZZS. Obecnie mam jedenaście koni, półkrwi. Ponadto poluję, jeżdżę na nartach, żegluję. Kolarstwo i biegi też są mi bardzo bliskie. Poza tym osobiście zarządzam dwoma gospodarstwami. Jedno ma 50 ha sadu, drugie 150 ha. Nie mam więc czasu na nudę.