TYDZIEŃ

Dolina Krzemowa przerażona Donaldem Trumpem

wirtualna rzeczywistość

Podczas samej kampanii wyborczej Donald Trump niewiele mówił na temat branży technologicznej w USA. Ale branża technologiczna z kolei obszernie wypowiadała się na temat kandydata Republikanów. I jak nigdy wcześniej zaangażowała się politycznie po jednej ze stron.
Dolina Krzemowa nie tylko wysyłała dolary wspierające kampanię Hillary Clinton ale nawet otwarcie prowadziła kampanię na rzecz pokonania Trumpa. Współzałożyciel Apple Steve Wozniak, współzałożyciel Twittera Ed Williams, założyciel Wikipedii Jimmy Wales oraz wielu innych znanych osób z branży technologicznej, w sumie ponad 100, podpisało się pod listem otwartym, w którym skutki prezydentury Donalda Trumpa dla branży określili słowami: ”Słuchaliśmy Donalda Trumpa przez ostatni rok i doszliśmy do wniosku: Trump byłby katastrofą dla innowacji. Jego wizja stoi w sprzeczności z otwartą wymianą idei, wolnym przepływem osób i produktywnym zaangażowaniem w świat zewnętrzny, co jest krytyczne dla naszej gospodarki – i co jest podstawą innowacji i wzrostu”. Skąd tak jednoznaczne stanowisko? Podczas kampanii wyborczej wśród niewielu słów na temat branży technologicznej znalazło się bardzo wiele tematów mocno z nią powiązanych.

Po pierwsze Trump stanowczo opowiada się za rozwiązaniem problemu niekontrolowanej, jak mówi, imigracji. Wielokrotnie podkreślał, że należy znacznie lepiej przyglądać się ludziom przybywającym do USA. Tyle, że 75 procent osób zakładających biznes w Dolinie Krzemowej to imigranci. Znajdują się wśród nich założyciele największych firm technologicznych: Google, . Nie tylko założyciele tych gigantów pochodzą z zagranicy. Wszystkie te firmy bazują na najlepiej wykształconych pracownikach, ściąganych z całego świata. Trump z kolei chciałby, żeby Dolina Krzemowa przeniosła środek ciężkości z imigrantów na Amerykanów. Do tej chwili to imigracja napędzała rozwój Doliny, która zachęcała zdolnych z całego świata do przybywania i budowania swoich startupów. Wszystkie więc zmiany zaostrzające prawo imigracyjne są powodem ogromnych obaw w branży.

Po drugie Donald Trump podkreślał w kampanii, że konieczne jest rozwiązanie problemu przenoszenia produkcji z USA do krajów, gdzie koszty produkcji są znacznie niższe – np. do Meksyku czy do Chin. Za przyczynę tego stanu wskazywał m.in. strefę wolnego handlu między USA, Meksykiem i Kanadą (NAFTA). Sprzeciwiał się też podpisaniu podobnego porozumienia z Unią Europejską (TTP). Firmy przenosząc swoją produkcję z jednej strony zmniejszają koszty, z drugiej strony dzięki temu mogą sprzedawać swoje produkty w bardziej konkurencyjnej cenie. Donald Trump chciałby, aby giganci tacy jak Apple produkowali w USA. Gdyby tak się stało koszt na przykład iPhone’a wzrósłby o 100 dolarów. Jednak ten przysłowiowy iPhone mimo przynoszenia ogromnych zysków, nie generuje zbyt wielu miejsc pracy w USA. Za to zwiększa zatrudnienie w Chinach, o których Trump także wypowiadał się negatywnie.
Z miejscami pracy w USA wiąże się także szerszy problem, o którym po zaskakującym zwycięstwie Trumpa mówili niektórzy w Dolinie Krzemowej. Mianowicie – wydawało się, że firmy znają swoją grupę odbiorców, wiedzą czego oczekują Klienci, bo przecież nieustannie próbują dowiedzieć się o nich jeszcze więcej. Te przedwyborcze sondaże także dawały Hillary Clinton właściwie pewne zwycięstwo. A jednak wybory miały zupełnie inny rezultat. Czy to oznacza, że branża technologiczna jest zupełnie oderwana od swoich Klientów? Czy rzeczywiście ich zna czy może traktuje jako jedną wielką globalną masę, której potrzeby po prostu przegapiła?

Po trzecie, kwestią otwartą jest problem cyber bezpieczeństwa. Donald Trump nawoływał do bojkotu firmy Apple, kiedy ta odmówiła stworzenia oprogramowania do odszyfrowania smartfona należącego do zamachowca z San Bernardino. Apple nie odszyfrował swojego urządzenia, ale czy bojkot oznacza, że prezydent Trump będzie za ułatwianiem dostępu służbom do informacji prywatnych, kosztem prywatności użytkowników?