TYDZIEŃ

Dlaczego Donald Trump wygrał wybory?

Trump Tower

Szok i niedowierzanie. Tak najprościej określić odczucia o jakich wciąż mówią Amerykanie. Absolutnie nikt nie spodziewał się, że Donald Trump zostanie 45tym prezydentem USA. Wielu porównuje sytuację w kraju do podobnie niespodziewanego głosowania, jakim była decyzja o Brexicie. Zaraz po ogłoszeniu wyników wyborcy demokratów zaczęli masowo sprawdzać możliwości emigracji, co doprowadziło zresztą do przeciążenia strony Urzędu Imigracyjnego Kanady. Wielu wyborców wyszło na ulice protestować przeciwko Trumpowi, w niektórych miastach sytuacja stała się tak napięta, że policja mówi o zamieszkach. Mimo, że mija już kilka dni od wyborów poziom emocji nie opada.

Właściwie do ostatniego dnia sondaże w USA pokazywały przewagę Hillary Clinton w wyścigu do Białego Domu. Bardzo jaskrawe i stanowcze stanowisko Donalda Trumpa we właściwie wszystkich kwestiach podnoszonych podczas kampanii wydawało się czynić z niego osobę, która nie może być amerykańskim prezydentem. Plus zarzuty o rasizm, ignorancję i mizoginię. Powszechna krytyka w mediach, brak poparcia nawet w szeregach własnej partii. To wszystko złożyło się na… – zwycięstwo. I trudno się dziwić, że to już nie jest zaskoczenie a szok. Wszystko wskazywało, że będzie inaczej. W rezultacie jednak Donald Trump przekonał do siebie nie tylko wahające się stany, ale także np. Michigan, uznawany za stan tradycyjnie popierający Demokratów, co dało ogromną przewagę głosów elektorskich – 290 do 228. Co prawda w sumie Donald Trump otrzymał mniej głosów bezpośrednio od wyborców, ale na poziomie elektorskim odniósł przytłaczające zwycięstwo. Wszystkie sondaże przedwyborcze pokazywały coś zupełnie innego. A teraz wciąż pojawiają się pytania o to, co właściwie się stało?

Wyborcy Trumpa przez cały okres trwania kampanii byli nazywani głupimi, rasistami, haterami, nienawidzącymi imigrantów i kobiet. Nawet Hillary Clinton zdarzyło się publicznie powiedzieć, że są żałośni. Niezależnie od tego kim są w rzeczywistości, to w dalszym ciągu obrażanie ogromnej liczby ludzi, w tym także tych niezdecydowanych. Dziesiątki milionów wyborców, którzy są publicznie obrażani, czują się jeszcze bardziej wyobcowani i dalecy od zainteresowania elity Waszyngtonu.
Powszechnie za elektorat Republikanów uważa się niebieskie kołnierzyki, grupę ludzi gorzej wykształconych, mieszkających głównie w środkowych stanach USA. Ale to część społeczeństwa, która najdotkliwiej ucierpiała podczas kryzysu z 2008 r. I od tamtej pory nie odczuli poprawy. Po dwóch kadencjach Baracka Obamy czują się jeszcze bardziej wyobcowani. Mimo tego, że gospodarka rośnie, nie jest to dla nich odczuwalne, bo wzrost generują metropolie na wybrzeżach, napędzanych technologią, nie fabrykami. Nie generują miejsc pracy, a ich zyski płyną do niewielkiej grupy przedsiębiorców. Tak odbierają rzeczywistość wyborcy Donalda Trumpa. I wygląda na to, że od oskarżeń o bycie hejterem czy rasistą ważniejsze są dla nich inne sprawy.