TYDZIEŃ

Baltic Pipe pomoże dywersyfikować dostawy gazu do Polski

wiatrak

Pomysł na budowę gazociągu docelowo łączącego Polskę z Norwegią, a wcześniej z Danią nie jest nowym pomysłem. Okazuje się jednak, że jest na tyle atrakcyjny, że wciąż do niego wracamy. Do końca 2016 r. ma być gotowe studium wykonalności. A co potem?

Na dzień dzisiejszy projekt jest w fazie przed-inwestycyjnej, ale już otrzymał zielone światło w Unii Europejskiej jako jedno z przedsięwzięć wspierających rozwój infrastruktury energetycznej mającej połączyć ze sobą wszystkie kraje UE.

Polski rząd uznaje Baltic Pipe za projekt strategiczny. Dzięki niemu możliwa byłaby pełna dywersyfikacja dostaw gazu do Polski. Obecnie ok. 55% gazu zużywanego przez Polskę dostarczane jest przez Rosję. Część potrzebnego gazu pokrywana jest z krajowego wydobycia. Część może być dostarczana do Polski za pośrednictwem gazoportu (głównie z krajów Bliskiego Wschodu – Katar). Jeżeli Baltic Pipe powstanie, rura o przepustowości 7 mln m sześciennych umożliwi dostarczanie gazu bezpośrednio z Norweskiego szelfu kontynentalnego. Dzięki temu połączeniu PGNiG mogłoby nie tylko sprowadzać do Polski gaz na podstawie posiadanej w Norwegii koncesji, ale także sprowadzać go więcej, tworząc możliwości zaopatrzenia dla innych krajów Europy Centralnej.

Póki co Polska do 2020 r. jest związana kontraktem z Gazpromem. Na jego podstawie płaci za określoną ilość gazu, po określonej cenie nawet jeżeli go nie zużywa. Uruchamianie więc innych połączeń lub nawet pełne korzystanie z gazoportu nie jest opłacalne. Do 2020 r. Polska chce jednak poprawić swoją pozycję negocjacyjną tworząc alternatywne drogi zaopatrzenia w gaz. PGNiG zapowiada już, że nie zamierza przedłużać umowy z Gazpromem.